Kiedy w 1932 roku ukazały się "Narkotyki", wywołały - tradycyjnie już w przypadku tego autora - falę oburzenia, zniesmaczenia i niechęci. Doceniony dopiero wiele lat po śmierci Witkacy, przez jemu współczesnych uznawany był za szaleńca. Bo w istocie również i tak było. O wielkim geniuszu artysty zaczęto mówić dużo później.
Ukazała się właśnie książka (choć nie pierwsza z tego zakresu), która jeszcze bardziej unaocznia to, jak traktowano Witkacego w czasie, kiedy żył i tworzył. Tomasz Pawlak, badacz jego twórczości, witkacolog, autor m.in. opracowania "Listów do różnych adresatów", zgromadził i uporządkował przedwojenne recenzje książki, która przez wielu uznawana jest za traktat albo rozprawę Witkiewicza, w której przyznaje się on do własnych słabości.
Czytaj więcej: Onet