Samorządy w Polsce staną przed nowymi obowiązkami w zakresie bezpieczeństwa mieszkańców. Nowelizacja ustawy o ochronie ludności oraz rozwój Programu OLiOC oznaczają konieczność planowania schronów i miejsc doraźnego schronienia w miastach i gminach.
Polacy nie mają w planach kompletowania plecaka ewakuacyjnego, chociaż do tego namawiają niektórzy eksperci oraz szefowie MSWiA oraz MON – czytamy w poniedziałkowej „Rzeczpospolitej”.
Jak przygotowane są polskie miasta na wojnę? Odpowiedzi na to pytanie dostarcza najnowszy raport Banku Gospodarstwa Krajowego. Eksperci przeanalizowali odporność samorządów na różnego rodzaju zagrożenia.
W komunikacie Poczta Polska poinformowała, że podpisała umowę z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji na dostarczenie "Poradnika bezpieczeństwa" do wszystkich mieszkańców kraju. Inicjatywa ma na celu zwiększenie świadomości obywateli w zakresie ochrony życia, zdrowia i mienia.
Nie jeden centralny schron, lecz 16 punktów rozsianych po całym mieście - tak władze Białegostoku planują zorganizować system schronów, w których mieszkańcy mogliby skryć się w sytuacji zagrożenia.
Proces budowy schronów może ruszyć jeszcze w tym roku, pomoże w tym zakup systemu do szybkiej budowy obiektów infrastrukturalnych - powiedział PAP wiceszef MSWiA Wiesław Leśniakiewicz.
Do końca roku obywatele otrzymają tzw. poradnik kryzysowy. W broszurze znajdą się m.in. informacje o tym, jak przetrwać w warunkach kryzysu przez 72 godziny.
Wykłady i ćwiczenia praktyczne w zakresie ochrony ludności oraz bezpieczeństwa obywateli w razie ewentualnego kryzysu - to niektóre elementy, jakie będą składały się na szkolenia w ośrodku odporności społecznej w podwarszawskim Złotokłosie.
Po rekordowym 2025 roku, w którym muzeum Prado w Madrycie odwiedziło 3,5 miliona osób, dyrektor placówki Miguel Falomir stwierdził, że muzeum „nie potrzebuje ani jednego zwiedzającego więcej”.
Z badania PayPo wynika, że Polacy podchodzą do wydatków wielkanocnych ostrożnie: 31% planuje budżet 251–500 zł, a 60% nie zamierza wydawać więcej niż rok temu.
Napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie sprawia, że wiele osób obawia się potężnej drożyzny w sklepach. Klienci w strachu masowo wykupują towar z półek, co paradoksalnie prowadzi do jeszcze szybszego wzrostu cen.