Gdy się wydawało, że więcej międzynarodowych kłopotów nam nie grozi, że na Polskę spadło już wszystko, co mogło, i teraz będziemy się powolutku odbijali od dna, w Warszawie pojawił się Micheil Saakaszwili.
A wraz z nim przyjechały problemy ukraińskiej polityki wewnętrznej. Tylko tego nam tu jeszcze brakowało – stosunki z Kijowem są wystarczająco napięte z powodu historii sprzed kilkudziesięciu lat.
Czytaj dalej: Rzeczpospolita