Idę się oderwać. Mam nadzieję, że przez te dwa miesiące nikogo nie spotkam. Rozmowa z Małgorzatą Wojtaczką, podróżniczką
Chcesz zostać pierwszą Polką, która zdobędzie biegun południowy. Kiedy na to wpadłaś?
– Dwa lata temu, gdy weszłam na nartach na najwyższy szczyt Spitsbergenu. Pomyślałam wtedy o marszu na biegun, że to musi być fajne, bo idzie się dłużej i człowiek bardziej odrywa się od cywilizacji.
Po co się odrywać?
– Żeby zobaczyć inny świat. Tutaj rozwiązujesz dużo problemów, ciągle podejmujesz decyzje i rzadko od razu widzisz ich konsekwencje. Trzeba kupić nowy telefon, zrobić zakupy. Na co dzień zajmuję się organizacją rejsów w okolice polarne. Odbieram telefony, odpisuję na maile, pilnuję terminów. Dużo przy tym papierkowej roboty. Dobrze jest się od tego oderwać, wyjechać, zmęczyć. Wysiłek daje mi energię, by żyć normalnie. A biegun ma w sobie magię, jak najwyższa góra i najgłębsze nurkowanie.
Czytaj dalej: Gazeta Wyborcza