Samorządny archipelag leżący na środku Morza Bałtyckiego oficjalnie należy do Finlandii i jest kluczową bramą morską na szlakach żeglugowych wartych 160 miliardów dolarów rocznie.
Czy w obliczu agresywnych działań Rosji „pięta achillesowa Finlandii”, czyli Wyspy Alandzkie, staną się problemem dla Europy i NATO?
Wyspy Alandzkie, samorządny archipelag rozciągający się przez środek Morza Bałtyckiego oficjalnie należy do Finlandii, jego mieszkańcy mówią po szwedzku, a Rosja ma za zadanie wyegzekwować porozumienie, które od ponad wieku zakazuje jakiejkolwiek obecności wojskowej na jego wybrzeżach.
Finlandia od niedawna jest członkiem NATO, a Rosja coraz bardziej agresywnie rozpycha się, by dochodzić, jak twierdzi, „swoich praw w regionie”. Ta niezwykła konfiguracja sprawia, że bezbronny archipelag na środku Morza Batyckiego narażony jest na potencjalne wrogie działania ze strony Rosji, gdyby kiedykolwiek zdecydowała się na inwazję.