Przeglądając serwisy ogłoszeniowe, można zauważyć, że cena 2 tys.-3 tys. zł za jednopokojowe mieszkanie w stolicy to już norma. Po pandemicznym załamaniu rynku ceny najmu w Polsce wystrzeliły.
Napływ uchodźców z Ukrainy w połączeniu z ograniczoną dostępnością mieszkań na wynajem sprawiają, że ceny są nawet o 20-40 proc. wyższe niż w styczniu tego roku. I nic nie wskazuje na to, by miały zacząć spadać.
— Koniunktura na rynku najmu zaczęła wracać na początku 2021 r. Powoli przenosiliśmy się do biur, do miast wrócili studenci, nasilił się napływ imigrantów zarobkowych. Na początku 2022 r. czynsze osiągnęły poziom sprzed pandemii — mówi Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments. — Miesiąc, dwa po wybuchu wojny w Ukrainie liczba ofert mieszkań na wynajem spadła o 60-70 proc. — dodaje.
W pierwszych dniach konfliktu duża część uchodźców trafiła do mieszkań prywatnych, akademików, hoteli i organizowanych przez państwo noclegowni. W efekcie, jak mówi Bartosz Turek, obłożenie hoteli w miastach wojewódzkich, ale także mniejszych, wynosiło, a nawet przekraczało 90 proc. Z czasem, kiedy okazało się, że pobyt w Polsce to nie kwestia dni ani kilku tygodni, Ukraińcy, którzy dysponowali środkami finansowymi, postawili na wynajem. — Problem w tym, że wolnych mieszkań w Polsce w dniu wybuchu wojny było tyle, że wystarczyłoby maksymalnie na ćwierć miliona ludzi. Tymczasem do Polski przyjechało ich trzy miliony — podkreśla ekspert HRE.