Różnego rodzaju represje po sierpniowych wyborach na Białorusi dotknęły około stu działaczy Związku Polaków na Białorusi (ZPB) – poinformowała szefowa tej organizacji Andżelika Borys. Kiedy OMON-owcy pałowali, nie pytali o pochodzenie – podkreśliła. Protesty na Białorusi, które rozpoczęły się po wyborach prezydenckich, trwają już prawie trzy miesiące.
Wcześniej białoruskie MSZ poinformowało o wezwaniu na konsultacje do Mińska ambasadorów Białorusi w Polsce i na Litwie.
Na niedzielnym wielotysięcznym proteście w Mińsku zostało zatrzymanych ponad sto osób.
Dyrektor Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR) Rosji Siergiej Naryszkin oświadczył, że USA planują włączenie do protestów na Białorusi "ekstremistycznych elementów" i że tego rodzaju aktywiści przechodzą szkolenie w Polsce, Gruzji, na Ukrainie i w krajach bałtyckich.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji informuje, że dzięki wizom humanitarnym lub procedurze udzielania ochrony międzynarodowej do Polski przyjeżdża coraz więcej Białorusinów.
Niedziela była pięćdziesiątym dniem protestów na Białorusi, które wybuchły w związku z oficjalnymi wynikami sierpniowych wyborów prezydenckich.
Nie uznajemy Alaksandra Łukaszenki za prawowicie wybranego prezydenta - oświadczył szef unijnej dyplomacji Josep Borrell.
Co najmniej 152 osób zatrzymano podczas niedzielnego protestu w Mińsku, a na demonstracjach poza stolicą - co najmniej 64.
Watykan włączył się w sprawę metropolity mińsko-mohylewskiego abp. Tadeusza Kondrusiewicza, któremu władze Białorusi nie zezwoliły na wjazd do kraju, i nalega na powrót hierarchy do diecezji – oznajmił sekretarz Stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin.