Liderka francuskiej radykalnej prawicy Marine Le Pen, która przeszła do drugiej tury wyborów prezydenckich, sprzeciwiła się sankcjom na surowce energetyczne z Rosji.
W wywiadzie dla France Inter Radio liderka Zjednoczenia Narodowego powiedziała, że nie powinna być uważana za "konia trojańskiego Rosji".
Nie jestem niczyim koniem trojańskim. Nie jestem zwolenniczką znoszenia sankcji, ale jestem przeciwna sankcjom energetycznym, ponieważ nie chcę, aby Francuzi ponieśli ich negatywne konsekwencje - mówiła Marine Le Pen. Zapewniła, że popiera wszelkie inne ograniczenia.
Oceniła, że byłoby bardzo źle, gdyby Rosja i Chiny bardziej się do siebie zbliżyły. Będzie to wyjątkowo złe dla Europy. I tego właśnie starał się unikać podczas swojej prezydenckiej kadencji Emmanuel Macron, a jak wiecie, nie zgadzam się z nim pod wieloma względami, ale w tej sprawie podzielam jego zdanie - mówiła.
Le Pen, która w przeszłości wielokrotnie mówiła, że Krym należy do Rosji, powiedziała, że to "inny temat" niż obecna inwazja na Ukrainę, gdyż do aneksji półwyspu nie doszło na drodze konfliktu zbrojnego.